czwartek, 24 stycznia 2013

Louis

W środku mnie trwała wielka burza, byłam wściekła, moje serce waliło ze złości jak oszalałe.
To co wewnątrz mnie się działo było nie do opisania. Całe życie marzyłam by wyjechać do Londynu, pieniądze zbierałam latami a mama tak poprostu przyszła i bez mojej wiedzy je zabrała ?
W moich oczach były łzy, nikt mnie jeszcze tak nie rozczarował.  Siedziałam w pokoju skulona i płakałam, zawsze tak robiłam kiedy byłam zła.
Mama zapukała do drzwi mojego pokoju i weszła.
- skarbie przepraszam.. potrzebowałam tych pieniędzy..- zaczęła głaskać moje plecy.
- jak mogłaś?- powiedziałam łkając.
- przepraszam, nie powinnam była tak zrobić, przepraszam. Rozmawiałam z babcią i podjęłyśmy decyzje, że pojedziesz do Londynu.- powiedziała próbując załagodzić sytuacje.
- jak to? przecież nie mam już pieniędzy.
- masz ciocie w Londynie. Ciocia Milena, kojarzysz ? jak byłaś mała przyjeżdżała często do nas. Rozmawiałyśmy z nią i obiecała że możesz się u niej zatrzymać, zapłaci za lot i będziesz od niej jakieś pieniądze dostawać, ale nic za darmo.. będziesz musiała pilnować jej dzieci kiedy ona w pracy będzie.
- naprawdę ?- teraz w moich oczach pojawiły się łzy szczęścia.

Siedziałam w samolocie, patrzyłam jak odlatujemy, byłam prze szczęśliwa. 
Z lotniska odebrała mnie ciocia, pojechałyśmy do jej mieszkania.
Rozpakowywałam swoje walizki, cały czas patrząc przez okno. Widok był śliczny, wciąż nie mogłam uwierzyć, że tutaj jestem.
Zeszłam na dół do cioci.
- pomóc Ci w czymś?- uśmiechnęłam się, byłam wdzięczna że mnie przygarnęła.
- nie, nie trzeba. - usiadła na kanapie, włączając telewizor.
- to może ja przejde się po okolicy?- zaproponowałam.
- to świetny pomysł, pójść z Tobą ? Czy dasz sobie rade sama?
- myślę że dam sobie rade.- ubrałam buty i wyszłam.
W parku zobaczyłam tłum dziewczyn, postanowiłam że podejdę bliżej i zobacze co się dzieje.
Stał tam Louis, Louis Tomlinson.Znałam go, był moim idolem, ale nie byłam jak te wszystkie dziewczyny. Nie potrzebowałam jego uwagi, dlatego popatrzyłam tylko i odeszłam.
Kiedy weszłam do ciemnej uliczki, zobaczyłam że ktoś za mną idzie szybkim krokiem, więc postanowiłam przyśpieszyć trochę. Przestraszyłam się, byłam sama w całkiem obcym mieście, jeszcze jakiś podejrzany typ za mną idzie. Nagle poczułam na moim ramieniu rękę, odwróciłam się by spojrzeć kto to.
- hej, jestem Louis.- powiedział chłopak który mnie zatrzymał.
- wiem, znam Cię.- udawałam obojętną.- gdzie twoje fanki ?
- nie wiem, zostały gdzieś w tyle. Zgubiłem je, kiedy biegłem za tobą. - uśmiechnął się do mnie tą swoją idealną buzią.
- aha, muszę już iść.- odwróciłam się i powoli zaczęłam odchodzić. CHłopak ponownie złapał mnie na ramie.
- zaczekaj, a Ty jak masz na imie?- zapytał.
- Eleanor. Przepraszam muszę już iść.
- Dasz mi swój numer telefonu?
-yy niestety to nie możliwe, bo mi się popsuł i narazie nie mam telefonu.- zbywałam chłopaka, nie chciałam się z nim zaprzyjaźniać, wiem jakby się to skończyło: on by o mnie zapomniał a ja bym latami musiała się z niego leczyć. W tym samym momencie zadzwonił mój telefon. Louis spojrzał na moją kieszeń.
- nie odbierzesz?- powiedział rozczarowany.
- muszę już iść.nie mam czasu.- odeszłam, wyciągając telefon, dzwoniła mama.
- tak słucham?
- hej skarbie, doleciałaś szczęśliwie? Jak u cioci? dobrze się dogadujecie? podoba Ci się tam?- zadawała coraz więcej pytań na które nawet mi nie dała odpowiedzieć.
- jest dobrze, jestem właśnie na spacerze.
- sama?! nie zgubisz się? zadzwoń do cioci ona napewno Ci pomoże.
-mamo.. przestań dam sobie rade. Z resztą nie jestem daleko od domu.
*oczami Louis'a*
Dlaczego ona się tak zachowała? Jeszcze żadna dziewczyna mi nie odmówiła, a ona totalnie mnie olała.
Patrzyłem jak odchodzi, kiedy zniknęła, postanowiłem wrócić do domu. W mojej głowie cały czas siedziała, była tak piękna. Jeszcze tak pięknej osoby nie widziałem, jej słowa, jej głos też był piękny. Sposób w jaki się poruszała przyprawiał mnie o dreszcze i motylki w brzuchu. Była inna niż wszystkie, można było to na pierwszy rzut oka zauważyć. Nie mogłem tego tak zostawić, muszę ją bliżej poznać.
*oczami Eleanor*
Była 7 rano, musiałam wstać. Muszę zrobić śniadanie dzieciakom (Emily i Jason'owi). Jakaś magiczna siła nie pozwalała mi wstać. W końcu wzięłam się w garść, wstałam szybko ubrałam się i zeszłam do kuchni by zrobić śniadanie. Postanowiłam że usmażę im jajecznice. Dzieci już nie spały, siedziały w salonie w piżamach i oglądały bajkę. Robiłam jajecznice, spoglądając na telewizor. Nagle zadzwonił dzwonek. Otwieram drzwi a tam Louis.
-heej piękna. - stał z jedną różyczką skierowaną w moją stronę bym ją wzięła.
- czego Ty znowu chcesz?- zaimponował mi, ale musiałam sobie go odpuścić.
- umówisz się ze mną?
- nie.- zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
Podałam dzieciom śniadanie, po śniadaniu pozmywałam.
Dzień jakoś minął, Emily i Jason to wspaniałe dzieciaki. Położyłam je spać punkt 20:30. Siedziałam z nimi dopóki nie zasnęli.
Byłam wyczerpana, dzień z tak żywymi dziećmi to nie łatwe zadanie.
Wzięłam szybki prysznic, założyłam szare dresy i moją ulubioną czarną wielką koszulkę. Położyłam się, od razu zasnęłam. Śniło mi się, że mieszkam na stałe w Londynie, że mam dom, dzieci, męża. Mój piękny sen przerwały jakieś krzyki, spojrzałam na zegarek była 02:30.
Podeszłam do okna by spojrzeć, co się dzieje.
Stał tam Louis w garniturze z wielkim bukietem róż i krzyczał wciąż moje imie.
Otworzyłam okno, musiałam go uciszyć żeby nie obudził cioci i dzieci.
- co Ty tutaj robisz?- wkurzyłam się, ale znów mi zaimponował.
- umówisz się ze mną?- zapytał ponownie.
- nie, już raz Ci powiedziałam.
- to zacznę krzyczeć znowu. ELEANOR UMÓW SIĘ ZE MNĄ!!!!!!!!!!!!!!
- ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii.
- umówisz się ze mną? - spojrzał błagalnym wzrokiem.
-nie.
- no dlaczego? dlaczego nie chcesz się ze mną umówić? - posmutniał.
- bo wiem jaki jesteś. - odpowiedziałam bez uczuć.
- jaki? Przecież Ty mnie nawet nie znasz.
- Może i nie znam osobiście, ale widziałam z iloma dziewczynami się umawiałeś. Nie mam zamiaru być kolejną zabawką w twoim pięknym życiu!- prawie się wydarłam.
- daj mi szanse, prosze.
-nie - zamknęłam okno.
- ELEANOR, ELEANOR, ELEANOR, ELEANOR, BEDE TAK KRZYCZAL DOPOKI SIE ZE MNA NIE UMOWISZ. ELEANOR, ELEANOR.
Uśmiechnęłam się, to było miłe, nikt tak jeszcze nie zabiegał się o randkę ze mną. Otworzyłam okno:
- masz jedną szanse, nie spieprz jej.
- no to dalej, schodź tu na dół i ruszamy.
- zwariowałeś? w środku nocy?
- no a czemu nie? Noc jeszcze młoda. - uśmiechnął się słodko.
- nie mogę, ciocia idzie za 2,5h do pracy a ja muszę się jej pociechami zająć.
- no to odsuń się od tego okna, ja idę do Ciebie. - zaczął wspinać się po drzewie, które było bardzo blisko mojego okna. Po 10 minutach, udało mu się wejść.
- tak myślałem, że nie będziesz chciała wyjść- uśmiechnął się i wyciągnął zza pleców wielki koszyk z jedzeniem.
- zwariowałeś?- zaśmiałam się.Chłopak rozłożył wszystko na ziemi, miał nawet świeczki, które zapalił. Usiadłam na ziemi, a Louis obok mnie.
- muszę przyznać postarałeś się.-uśmiechnęłam się.
- wiem, wszystko dla Ciebie. Jesteś piękna. Zawróciłaś mi w głowie.
W tym momencie przypomniało mi się, że jestem w dresie, że nie mam makijażu, że moje włosy nie są ani trochę ułożone.
- jejku jak ja wyglądam. - zakryłam dłońmi twarz.
- wyglądasz pięknie, naturalnie czyli najpiękniej. - wziął truskawkę w czekoladzie, ugryzł ją.- ahh gdzie moje maniery, chcesz?- uśmiechnął się. Pokiwałam głową na tak, i ugryzłam truskawke.
-mmmm pyszna.- powiedziałam patrząc na Louis'a, który właśnie się do mnie zbliżył i złożył na moich ustach pocałunek.
-mmmmm pyszne.- powiedział.

1 komentarz:

  1. też bym tak chciała aż sie rozmarzyłam :******

    OdpowiedzUsuń